Nie-ludzka wspólnota równych jako próba poszerzenia granic etyki

Nowość
Ocena:
  • Obecnie 5 na 5 gwiazdek.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
5

Dziękujemy za głos!

Już oceniałeś tą stronę, możesz oddać głos tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za oddany głos!

Zaloguj się lub utwórz nowe konto aby ocenić tą stronę.

pixabay

Katolicyzm zlekceważył wszelkie stworzenie, poza człowiekiem. Trudno wyobrazić sobie bardziej olimpijską obojętność na [ich] ból – [ich], zwierząt czy roślin. Ból człowieczy ma dla katolika sens – podlega zbawieniu – wszak człowiek ma wolną wolę, więc to kara za grzechy, wszak życie przyszłe wynagrodzi krzywdy tego życia. Ale koń? Robak? O nich zapomniano. To cierpienie jest pozbawione sprawiedliwości – nagi fakt ziejący absolutem rozpaczy. Niech cierpią! (…) Przecież nie mają duszy. Niech cierpią zatem – bez sensu. Tak, trudno o naukę, która by mniej przejmowała się światem pozaczłowieczym, to doktryna dumnie ludzka, okrutnie arystokratyczna (Gombrowicz 2011a, 369).

Takimi słowami Witold Gombrowicz formułuje jedno z najpotężniejszych w dziejach oskarżeń wysuwanych pod adresem ideologii, która zarządzała (i wciąż w większości wypadków zarządza) logiką Zachodu. Antropocentryzm stanowił przez wieki ową implicytną ideologię przynoszącą całkiem eksplicytne i przerażające skutki. Wraz ze swoimi różnorakimi humanistycznymi formulacjami (obok katolicyzmu będzie za taki w oczach Gombrowicza uchodził marksizm) nie staje on wcale przed trybunałem etycznej sprawiedliwości dopiero na fali najnowszych tendencji w badaniach humanistycznych. Przeciwnie. Ów inkryminowany Zachód nie był bowiem nigdy jedynie miejscem swoich zbrodni. Był też przestrzenią, w której doszło do bezprecedensowej pochwały tego, co pojedyncze, niesprowadzalne do kategorii „ludzkiego”, „zwierzęcego”, „żywego” czy „martwego”, miejscem, w którym wyłoniła się, wedle określenia Jacques’a Derridy, ta dziwna instytucja zwana literaturą. Piórami swych największych adeptów dawała ona niejednokrotnie wyraz możliwości istnienia świata poza sztywnymi ramami okrutnego ludzkiego panowania nad tym, co Ludzkość (zawsze przez wielkie „L”) zwykła sytuować w pozycji od siebie niższej, a co w konsekwencji skazane zostawało w najlepszym wypadku na zignorowanie, w najgorszym na pogardę i zagładę. [...] Postantropocentryzm pyta w istocie o granice i ramy naszego postrzegania. W ten sposób stanowi także próbę redefinicji i odmiany myślenia o nas samych. Warto dlatego nie pojmować go jako nowej metody badawczej, kolejnej wielkiej szkoły czytania, generującej interpretacje tekstów kultury podług apriorycznie założonych tez. Lepiej widzieć w posthumanizmie3 nie tyle szereg tendencji badawczych, co dyspozycji etycznych, które nie tworzą nowej dyscypliny, lecz które przebiegają w poprzek dyscyplin już istniejących. Jeśli rozumieć go jako stanowisko przede wszystkim etyczne, wtedy okaże się on kontynuacją teorii krytycznych, które wykiełkowały wraz z poststrukturalizmem, a które wydobyły z podporządkowania i milczenia kolejne istniejące w świecie podmioty, których istnienie było albo ignorowane, albo w różny sposób unicestwiane4. [...]

Tym samym nie-antropocentryzm posiada silny walor emancypacyjny i krytyczny, przy czym krytycyzm ten, jak pokazuje doskonale Rosi Braidotti, nie musi być rozumiany jedynie jako postawa negacji, lecz jako afirmatywny akt opowiedzenia się za odmienną od dotychczasowej konstytucją ludzkości, a w konsekwencji odmiennym charakterem ludzko–nie-ludzkich relacji. Chodziłoby zatem o rozszerzenie etyczności na obszary uprzednio z niej wykluczone lub przez nią apriorycznie ignorowane (co wynikało ze ściśle humanistycznej formuły etyczności, która chroniła i obowiązywała jedynie ludzkie jednostki).Wyłaniająca się wraz ze zwrotem poshumanistycznym „możliwość oporu i upodmiotowienia na skalę planetarną” (Braidotti 2014, 358) nie odnosi się oczywiście do dawnego, humanistycznego podmiotu, lecz podmiotu „post-antropocentrycznego posthumanizmu” (Braidotti 2014, 190). Nomadycznej istoty, której nieciągła i niespójna, wieloraka tożsamość, „niejedność”, „zakotwicza ją w etycznej więzi z innością, z wieloma zewnętrznymi innymi, konstytutywnymi dla tego bytu, który przez lenistwo i przyzwyczajenie nazywamy »ja«”7(Braidotti 2014, 204). Istota ludzka żyjąca dotąd w przekonaniu o wyjątkowości swej pozycji w świecie, wyciągała z tej konstatacji wnioski każące jej wierzyć, że to rzekome uprzywilejowanie legitymizuje jej władzę nad tym, czemu sama ludzkość wyznaczyła pozycję od siebie odrębną (nad zwierzęciem, rośliną, wszelkimi komponentami nie-ludzkiego). W ten sposób książka Braidotti jest oczywiście apologią rzeczy oczywistych dla tych, którzy afirmują fakt, że człowiek nie zajmuje w świecie pozycji uprzywilejowanej i że jest czymś więcej niż abstrakcyjnym bytem wydestylowanym przez humanizm. Postulaty te jednak nie uchodzą wciąż za oczywistość w świetle perspektywy dominującego antropocentryzmu. Uwzględnienie (nie: wyrażenie) w swoim mówieniu o świecie perspektyw innych niż tylko ludzka (gdzie człowiek to jedynie spreparowany przez tradycję humanistyczną produkt), nie stanowi przecież aktu zaprzeczenia człowieczeństwu, lecz raczej poszerzenie jego poznawczych i etycznych ram. Zgodę na to, że istnieją w świecie perspektywy, których nie można dłużej ignorować i uważać za nieistniejące.

Na gruncie posthumanistyki dokonane zostaje zatem rozszerzenie pola postrzegalności rozumianego jako pole wrażliwości. W taki sposób składające się na postantropocentryzm tendencje upominają się o głos tych, którzy przez stulecia byli marginalizowani oraz głosu takiego pozbawiani. Nie chodziłoby o zastąpienie głosu wykluczonych głosem własnym, lecz o próbę wydobycia spoza archiwum głosów zwyciężonych, skoro, jak pamiętamy z Waltera Benjamina, historię i archiwum skonstruowali jedynie zwycięzcy8. Tym samym chodziłoby o trudną pracę tworzenia narracji na styku pomiędzy ich a naszym głosem oraz naszym językiem, który jest przecież także (nieuchronnie) spadkobiercą zadawanego im przez wieki gwałtu. Stawką jest tu zatem zmiana wciąż powszechnie akceptowanego symbolicznego imaginarium, skazującego codziennie w niesproblematyzowany sposób na kaźń (często mającą charakter przemysłowy) miliony istnień uznanych za niegodne życia9. Jak bardzo językowym problemem jest problem antropocentryzmu, dobrze oddaje nie tylko, co oczywiste, rezerwowanie pojęć odrębnych dla określania ludzkich i zwierzęcych członków ciała („ręka” wobec „łapy”, „twarz” wobec „ryja” itd.), lecz także zeufemizowana leksyka dotycząca wystawianych na sprzedaż części zwierząt10. Oczywiście eufemizacja taka (i towarzysząca jej deminutywizacja: „karczek”, „boczek”, „nóżki”, „żeberka”) chroni aparaty psychiczne jedzących mięso przed świadomością obcowania z Realnym trupem, martwym ciałem żyjącej istoty, która cierpiała nim stała się pozornie neutralnym pożywieniem. Uwzględnienie w obszarze własnego postrzegania istnień nie-ludzkich (oraz nie-ludzkości samego człowieka) nie oznacza wcale całkowitego zakwestionowania różnic pomiędzy tysiącami żyjących istot i scalenia ich pod jednolitym szyldem „zwierzęcia”. Chodzi przede wszystkim o uwzględnienie w swoim oglądzie świata perspektyw, których charakteru nie potrafią już oswoić i opisać nasze słowniki, których idiomatyczności nie potrafią już wymazać i przeniknąć nasze narzędzia poznawcze. Niepowodzenie takie, znów, nie posiada wcale wymiaru li tylko negatywnego. Otwiera ono raczej na możliwość przekomponowania samego pojmowania świata, który okazuje się odtąd siecią wielości,

Zaletą Braidotti jest także fakt, że dużą uwagę poświęca ona zjawisku „wzajemnego powiązania”, które sprawia, że niemożliwe jest efektywne ujmowanie problemów takich jak „przykładowo, efekt cieplarniany, status kobiety, rasizm i ksenofobia oraz rozszalały konsumpcjonizm”, jeśli oddzieli się od siebie każde z tych pól problemowych. Paliwem dla zjawisk tych jest bowiem zawsze ten sam gest szowinistycznego wyniesienia siebie ponad zdefiniowanego i zsubstancjalizowanego przez siebie i od siebie oddzielnego innego. Jeśli rozumieć tendencje nieantropocentryczne w ten sposób, okaże się, że są one w istocie zamachem nie tyle nawet na uprzywilejowaną pozycję człowieka, nie tyle nawet na humanistyczną koncepcję bytu zwanego „człowiekiem”, którego śmierć obwieszczały u końca lat sześćdziesiątych różne nurty poststrukturalistyczne, lecz przede wszystkim na samą machinę panowania. Na wciąż na nowo uruchamiające swe tryby koło podporządkowania i niewolenia. W ten sposób humanistyka nieantropocentryczna posiada ściśle polityczny charakter: wyrzeczenie się gwałtu na słabszym, zakwestionowanie samej logiki panowania oznacza wyrzeczenie się gwałtu nie na słabszym człowieku, lecz wszelkim słabszym, co może brać swe początki z rezygnacji z władzy nad zwierzęciem. W taki sposób humanistyka nieantropocentryczna stanowi wyraz oporu wobec wszelkich (nie tylko stricte kapitalistycznych) form wyzysku oraz wezwanie do budowania relacji, które zrezygnowałyby z relacji wertykalnych (władzy) na rzecz relacji horyzontalnych (solidarności). Przejęcie się światem pozaczłowieczym to zarazem rezygnacja z dumnie ludzkich i okrutnie arystokratycznych postaw, obojętnych na ból inny niż ludzki oraz na wspólnotę inną niż człowiecza13.

Oczywiście za rezygnacją z dominacji pójść musi również walka o włączenie nie-ludzi do wspólnoty równych, niejako sprzyjanie ich oporowi. Nie chodzi zatem jedynie o politykę uznania i dopuszczenie do głosu tych, którzy głosu zostali pozbawieni, lecz także o dostrzeżenie rzeczywistej sprawczości nie-ludzkich podmiotów (nie wyłączając z tego rzeczy), które nie są jedynie biernymi uczestnikami świata wyłącznie ludzkiego, lecz czynnikami ściśle wpływającymi na kształt świata zamieszkanego również przez ludzi. W taki sposób nie-ludzie porzucają okowy skrajnej reifikacji i stają się faktycznymi podmiotami działania.

Tym, co wyróżnia projekt Braidotti na tle wielu innych sytuujących się w postantropocentrycznym polu problemowym, jest nacisk, jaki kładzie ona na afirmatywny charakter swego ujęcia. Takie stanowisko wynika oczywiście ze znużenia językiem teorii krytycznej z jej leksyką negatywności: „traumy”, „żałoby”, „końców”, „wykluczenia”, „cierpienia”. Humanistyka postkrytyczna pragnie być humanistyką afirmatywną, która nie tylko dokonuje demistyfikacji mechanizmów stojących za nawykowym, doksycznym oglądem świata, lecz która formułuje także jasne i pozytywne postulaty nowej konstytucji owego oglądu. Jak się wydaje, filozofka w znikomym stopniu precyzuje jednak, na ile afirmacja ta miałaby wykraczać poza poziom czysto deklaratywny. Szczególnie pouczająca jest tu jej relacja wobec dekonstrukcji, o której niewielki i pobieżny wywód przerywa, by przyznać wprawdzie, że żywi dla niej wiele szacunku, lecz „odczuwa jednak pewne zniecierpliwienie w obliczu ograniczeń związanych z jej lingwistycznymi ramami odniesienia” (Braidotti 2014, 90). W kontrze do nieuchronnie ograniczonej tekstowym horyzontem dekonstrukcji miałaby stać bliższa filozofce „bardziej materialistyczna ścieżka”14. Również „skłonność postępowej lewicy do melancholii”15 (Braidotti 2014, 209) zostaje przez nią utożsamiona z nazwiskiem Derridy. Z konstatacji filozofa Braidotti wyciąga jednak mylne wnioski na temat właściwego rzekomo dekonstrukcji waloru negatywnego, a w każdym razie melancholijnego.

Niezależnie od tych interpretacyjnych uchybień Braidotti postuluje rzeczywistość, w której nie-ludzkość nie jest już jedynie zniewolonym i podporządkowanym innym, lecz trwałym elementem ludzkiego świata, którego nie sposób już przeoczyć.Wraz ze światem tym wyłania się rozumiana na nowo etyczność, niezbędna etyczność tego, co nie-ludzkie. Człowiek nie jest tu już jedynie przebraniem dla imperializmu projektów uzasadnionych niczym więcej niż zwykłą chęcią panowania i zniewolenia. [...]

Zapraszamy do lektury całego artykułu autorstwa Piotra Sadzika w najnowszym numerze „Praktyki Teoretycznej”: http://www.praktykateoretyczna.pl/czasopismo/nie-ludzka-wspolnota-rownych-jako-proba-poszerzenia-granic-etyki/

Przeczytaj także

Polecane wydarzenia

Polecane recenzje


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej Zamknij