Nowa klasa: prekariat – wywiad z Guyem Standingiem

Nowość
Ocena:
  • Obecnie 5 na 5 gwiazdek.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
5

Dziękujemy za głos!

Już oceniałeś tą stronę, możesz oddać głos tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za oddany głos!

Zaloguj się lub utwórz nowe konto aby ocenić tą stronę.

Nowa klasa: prekariat – wywiad z Guyem Standingiem

Prekariusz nie ma energii i czasu na aktywność artystyczną, polityczną i towarzyską. Jego życie jest skolonizowane przez pracę.

Jakub Dymek: Po pańskim wykładzie w Warszawie przybiegła do mnie znajoma, głośno obwieszczając: „Nie ma już klasy średniej! Nie ma!”. Naprawdę klasa średnia nie istnieje? Bo mnie wydaje się, że jest masa osób – z pewnością w Polsce – które podejmują takie wybory społeczne, polityczne i konsumpcyjne, jakby byli bardzo mocno osadzeni w rzeczywistości mieszczańskiej klasy średniej właśnie. Niezależnie od okoliczności, które bywają i dla tej grupy niekorzystne, spychając jej członków niżej.

Guy Standing: Używanie starych etykiet stało się bezużyteczne. „Klasa średnia” może oznaczać wszystko. Musimy sobie zdać sprawę, że porządek klasowy jest dziś dużo bardziej pokawałkowany. Mamy plutokrację z jej olbrzymim wpływem na politykę i majątkami, daleko pod nimi znajduje się grupa salariatu – dziś będąca już w mniejszości – która ma pewne posady i stabilne pensje, długotrwałe umowy, wakacje. Te grupy nie znikną...

...to znaczy nie od razu? 

Raczej nigdy nie znikną. Przynajmniej przez wiele lat. Różnica między „kiedyś” a „dziś” jest przede wszystkim taka, że liczebność klasy, która cieszy się stabilnością, maleje. W Polsce, Wielkiej Brytani, USA coraz mniej osób może pozwolić sobie na sposób życia, który pan nazywa „klasą średnią”. I oni też boją się utraty tego, co mają, choć większość z nich raczej swój status zachowa. Bać się mogą o swoje dzieci, o to, że one wejdą w szeregi prekariatu – klasy doświadczającej niepewności, pozbawionej narracji towarzyszącej życiu zawodowemu, pracującej na posadach najbardziej narażonej na wahania systemu. Rodzice dzisiejszych prekariuszy są częściowo świadomi tego zagrożenia i chcą mu przeciwdziałać. Ale część z nich wciąż głosuje za neoliberalnymi reformami.

Powiększanie się szeregów prekariatu każe przemyśleć lewicową strategię. Potrzeba polityki skierowanej właśnie na problemy prekariatu. Ona będzie możliwa tylko dzięki politycznej mobilizacji tych, którzy dziś są z systemu wyłączeni, przynajmniej z konwencjonalnej polityki. Stąd bierze się też frekwencja wyborcza w granicach 30–40 procent.

[...]

Mówi pan, że potrzebna jest mobilizacja polityczna prekariatu. Ale doskonale wiemy, że ludzie pracujący po kilkanaście godzin na dobę nie mają czasu na aktywizm, a nawet na udział w życiu politycznym w ogóle. Tymczasem część lewicy czy ruchów alternatywnych domaga się większej liczby referendów, demokracji bezpośredniej, konsultacji społecznych. Na ile świadomy i aktywny udział w polityce jest realną perspektywą dla ludzi, którzy nie mają czasu na właściwie cokolwiek poza pracą?

Myśle o tym podobnie, ale nie w samej pracy problem. Życie ludzi nie jest skolonizowane tylko przez pracę, ale też przez różne wymogi, którym trzeba sprostać. Wreszcie: przez kapitał i państwo, które mówią ludziom o kolejnych rzeczach, które muszą robić, choć nie chcą. To wykrawa z życia czas na prawdziwy wypoczynek i prawdziwą partycypację polityczną. Patrzymy na reklamy, które mówią nam, co kupić i co jeszcze zrobić, więc spędzamy jeszcze więcej czasu pracując, żeby na to zarobić. „Sprekaryzowany umysł” to brak energii i czasu na aktywność artystyczną, polityczną i towarzyską.

Politycznie dojrzałe społeczeństwo potrzebuje edukacji politycznej i medialnej. Nie można brać udziału w referendum czy procesach demokracji bezpośredniej, jeśli nie wie się, jak to działa, nie ma się czasu zapoznać z propozycjami ani przedyskutować ich z kimkolwiek. W dzisiejszych realiach zdecydowana większość społeczeństwa jest skazana na frazes. Taki, jaki akurat w danej chwili jest na rękę prezesom korporacji, mediom i partiom. Ktokolwiek lepiej wykorzysta ten frazes i pokaże bardziej przyjazne kamerom twarze, wygra. 

Nie sądzę, że więcej referendów jest odpowiedzią na kryzys reprezentacji w czasach utowarowionej polityki i spłycającej się demokracji.

Więcej głosowań i kampanii w tej czy innej sprawie to też ryzyko, że stanie się coś podobnego jak w USA. Tam fundacje i think-tanki miliarderów (najgłośniejszymi są bracia Koch) wydają olbrzymie pieniądze, żeby takie kampanie toczyły się pod ich dyktando. Zdaje się, że w ostatnich wyborach wszyscy popierani przez Kochów politycy i polityczki zdobyli mandat. Ważne jest, żeby ludzie mogli podjąć racjonalną decyzję, a nie to, że w ogóle mogą głosować.

Potrzebują więc, całkiem dosłownie, więcej czasu?

Ruch „slow time” – analogiczny do „slow food” – byłby dobrym punktem wyjścia. Powtarzajmy sobie i wszystkim dookoła, że możemy uniknąć pułapki niekończącej się pracy i wymogów. To nie jest niemożliwe. Więcej wolnego czasu oznaczałoby mniej zależności od szefa czy menadżerki, a zarazem więcej pewności co do pracy. Wiele osób czuje, że musi pracować cały czas, bo inaczej stanie się coś strasznego – tymczasem obiektywnie rzecz biorąc, wcale nie muszą. Mimo to pracują wciąż i wciąż, bo to jeden z mechanizmów poradzenia sobie z niepewnością w każdej dziedzinie życia. Prekariat to pułapka.

Zachęcamy do zapoznania się z całością wywiadu, który przeprowadził Jakub Dymek z Guyem Standingiem, autorem książki Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa.

Źródło: Dziennik Opinii - Krytyka Polityczna:http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/gospodarka/20141119/standing-skazani-na-polityczny-frazes 

Przeczytaj także

Polecane wydarzenia

Polecane recenzje


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej Zamknij