Kochaj bliźniego swego jak kogoś Innego

Nowość
Ocena:
  • Obecnie 5 na 5 gwiazdek.
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
5

Dziękujemy za głos!

Już oceniałeś tą stronę, możesz oddać głos tylko raz!

Twoja ocena została zmieniona, dziękujemy za oddany głos!

Zaloguj się lub utwórz nowe konto aby ocenić tą stronę.

Kochaj bliźniego swego jak kogoś Innego

Trudno w kulturze judeochrześcijańskiej o hasło bardziej strywializowane niż starotestamentowy nakaz kochania bliźniego swego jak siebie samego. Jak to bywa z każdym etycznym imperatywem, odruchowość, z jaką mu się podporządkowujemy, zaciera jego rzeczywistą problematyczność.

Książkę Bliźni potraktować należy przede wszystkim jako próbę wydobycia spod skorup banału szeregu nieoczywistości, które zarządzają z ukrycia logiką umiłowania bliźnich. W tym sensie publikacja ta stanowi oczywiście kontynuację freudowskiego namysłu nad religią. To właśnie w pismach „ojca psychoanalizy” dochodzi bowiem do wyrażenia pierwszych wątpliwości względem wpisanego w rzeczoną zasadę etycznego uniwersalizmu, którym objąć należy wszystkie bez wyjątku istoty ludzkie. W jaki sposób obdarzyć jednak miłością dosłownie każdego bliźniego, włączając w to tych, którzy – jak pisze Freud – chcą zaspokoić swe żądze, wyładowywać agresję, wykorzystywać seksualnie, upokarzać, przysparzać bólu i zabijać? Czy nakaz powszechnej miłości nie natrafia tu na granicę, której istnienie podważa same jego podstawy? To niejako z punktu widzenia tej granicy psychoanaliza stara się postawić pytanie o dalszą nośność tego starotestamentowego hasła. Na przekór jego powszechnej banalizacji – której sprzyja oczywiście machina Kościoła, spełniająca się we wdrażaniu nakazu do głów wiernych, niezainteresowana zaś dyskusją nad nim – psychoanaliza stara się przemyśleć go na nowo wraz z samą ideą bliźniego. Chodzi zatem o wyprowadzenie koncepcji miłości bliźniego poza horyzont łzawego banału lub siermiężnego, religijnego dogmatu. Nie powinno to dziwić, biorąc pod uwagę fakt, że psychoanaliza nie jest jakąkolwiek praktyką kliniczną, której postępowanie cechowałaby dowolność działań, lecz przede wszystkim zabiegiem hermeneutycznym, którego nie sposób oddzielić od pewnego potencjału etyczności. Co więcej, „etyka psychoanalizy” (Lacan) domaga się konfrontacji z tradycyjnym dziedzictwem judeochrześcijańskiej cywilizacji właśnie po to, by móc przeformułować samo pojęcie fundowanej przez nie „etyki”.

Bliźni jest zatem przedsięwzięciem tym bardziej cennym, że ujawnia wciąż słabo rozpoznane na polskim gruncie przecięcia pomiędzy językiem terapeutycznym a teologią, przecięcia, których nie sposób zignorować, biorąc pod uwagę fakt, że ich dostrzeżenie leży przecież u podstaw fundowanego przez Freuda nurtu (widać to po najbardziej klasycznych jego tekstach, takich jak Totem i tabu czy Człowiek imieniem Mojżesz a religia monoteistyczna). Jeśli zatem jednym z aktów fundacyjnych psychoanalizy jest ponowne przemyślenie religii, to zadaniem współczesnych przedstawicieli tej dziedziny jest konfrontacja z prądami myślowymi, które pragną obecnie zmonopolizować odczytania tradycji biblijnej, ufając, że to im właśnie przypadło w udziale posiadanie na wyłączność właściwego klucza interpretacyjnego. Dlatego właśnie uprzywilejowanym punktem odniesienia autorów książki musi stać się w pierwszej kolejności teologia polityczna rozumiana w sposób, w jaki definiował ją Carl Schmitt (ten aspekt został niestety zatracony w polskim przekładzie, z którego wyeliminowano podtytuł: Three Inquiries in Political Theology). Jej dwie fundamentalne figury: suweren (jako ten, kto decyduje o wprowadzeniu stanu wyjątkowego) oraz rozróżnienie na przyjaciela i wroga (kluczowe dla istnienia polityczności) organizują tu namysł pierwszego z tekstów. Kenneth Reinhard, amerykański komparatysta i ogromnie już zasłużony badacz tematu, stara się odnaleźć w języku Lacana pojęcia, które pozwoliłyby na skonstruowanie odmiennej względem Schmitta, alternatywnej koncepcji teologiczno-politycznego usytuowania bliźniego. Nie chodzi tu już o teologię polityczną jako spoiwo dla gmachu skrajnie konserwatywnego porządku społecznego, lecz o jego rozerwanie za pomocą Lacanowskiej koncepcji nie-całości (pas-tout). Logika suwerennego wyjątku oraz stanowiący warunek sine qua non polityczności, Schmittiański podział przyjaciel-wróg (którego spójność nadwątlił już przed laty Jacques Derrida, w swojej Polityce przyjaźni), zastąpione zostają przez opierające się totalizacji, nieciągłe i niejako transgraniczne serie przygodnych spotkań z niekategorialnym bliźnim.

Kryptoteologiczny rdzeń psychoanalizy wyraźnie widoczny jest także w eseju Erica Santnera (który polskiemu czytelnikowi może być znany z ostatnich prac Agaty Bielik-Robson). Ten wybitny badacz filozofów żydowskich, twórca pojęcia „psychoteologii” (które rozwija w swojej znakomitej On the Psychotheology of Everyday Life), bierze tu na warsztat przede wszystkim teksty Waltera Benjamina, Franza Kafki, Franza Rosenzweiga i Gershoma Scholema, starając się przekonfigurować pojęcie „cudu”. To staranie, znów, swój walor krytyczny spełnia względem tradycyjnej teologii politycznej. U Schmitta cud jest wtargnięciem w porządek ziemskiej immanencji pierwiastka boskiego, interwencją transcendencji w świat dowolności ludzkich działań, wyjątkiem, który przełamuje prawa natury, stając się polem działania Boga-suwerena. Benjamin i Rosenzweig, jak udowadnia Santner, nie tylko rozpoznają w „cudzie” całkowite przeciwieństwo „cudu”, o jakim pisał Schmitt, lecz, wbrew niemieckiemu juryście, uznają nowoczesność za przestrzeń, w której „cuda się zdarzają”. Tym samym podważają oni zasadność samego przyjętego przez autora Teologii politycznej podziału, w myśl którego nowoczesność jest niczym więcej niż jedynie weberowską, żelazną klatką immanentnych praw zespojonych logiką rzeczowości i celowości. W perspektywie Santnera cud nie może stanowić synonimu dla stanu wyjątkowego, jest bowiem jego wyraźnym zawieszeniem, demontażem nadrzędnej pozycji suwerena (którego i tak cechuje niezbywalny topologiczny paradoks: zajmuje bowiem pozycję kogoś, kto może zawiesić prawo na mocy prawa, przez co lokuje się jednocześnie wewnątrz i na zewnątrz niego). Stanowisko Santnera, jedno z najbardziej wpływowych w obrębie myślenia postsekularnego, stanowi więc znakomity przykład takiej krytyki teologii politycznej, która czerpie z zasobów samej teologii.

Składający się na książkę trójgłos uzupełnia tekst Slavoja Žižka. Co najmniej od Kruchego absolutu i Kukły i karła wiadomo, że religia jest dziedzictwem, z którym Słoweniec obsesyjnie się konfrontuje. Stawką, o jaką zaś tutaj walczy jest wydobycie nie-ludzkiego waloru etyki, który, jego zdaniem, poniechany został na gruncie współczesnego „zwrotu etycznego”. Emblematycznym przedstawicielem tego ostatniego miałby być Emmanuel Levinas i jego koncepcja etyki podejmowanej względem twarzy Innego. Deklaratywny rzekomo szacunek dla odmienności miałby tu służyć przede wszystkim wpędzeniu w letarg, wygaszeniu ekscesywnych i nadmiarowych sił ujawnianych w konfrontacji z innością bliźniego. Zastępująca je tolerancja pozwalałaby nam w istocie na uniknięcie kontaktu z Innym i utrzymanie go w bezpiecznym względem nas dystansie. Dla Žižka (choć to stanowisko mocno problematyczne) osławiony szacunek dla Innego i wyzbycie się względem niego przemocy jest niczym więcej niż liberalną hipokryzją, która zaciera rzeczywiście emancypacyjną, oksymoroniczną „przemoc etyczną” (której status w myśli Słoweńca filtrowany jest przez jego odczytanie koncepcji Benjamina). Kontakt z innym nie jest bowiem przyjacielskim spotkaniem z naszym powinowatym, lecz przede wszystkim konfrontacją z tym, co najbardziej w nas przerażające. Monstrualność bliźniego wynika właśnie z jego napierającego podobieństwa. Będąc tym, co nam najbliższe, jest on tym, co nam najdalsze, a zatem (w idiomie psychoanalitycznym) stanowi opresyjną i traumatyczną Rzecz, niezabliźnialną ranę (zgodnie z etymologią greckiego „trauma”: „rana”). Tak konceptualizowany bliźni jest przede wszystkim intruzem, który dokonuje wtargnięcia w ustabilizowany świat naszych relacji, jest ową siłą, której nie sposób ukochać. Trzeba się przed nim wręcz osłonić, odgrodzić się od niego. Porządek symboliczny byłby tu jedną z takich zasłon uporczywie tkanych po to, by zza ustanawianej przez nie iluzji znaczenia, nie wychynęła kawałkująca podmiot, rozrywająca język, unicestwiająca tożsamość traumatyczna i a-sensowna blizna. Symboliczne jest tu barierą i tamą stawianą wobec odmętu grozy i potworności, jaka wiąże się ze zbyt bezpośrednią bliskością.

Jak widać, Bliźni jest książką-wielogłosem, w której zaprezentowane stanowiska nie dążą ku jakiejś fantazmatycznej jedności, wygładzeniu rys i poróżnień. To raczej ich wykazanie daje pracy niezaprzeczalną siłę, wskazuje na możliwe rozgałęzienia i potencjalne (również niezamknięte w okładkach książki) odczytania problemu bliźniego. Ten polifoniczny walor wzmaga znakomite posłowie, w którym Bielik-Robson dokłada wyraźnie autorskie, czwarte ujęcie zagadnienia, wchodząc w polemiczny dialog z poprzednikami. Wątpliwości filozofki wywołuje fakt, że idiom lacanowskiej psychoanalizy być może dosięga w Bliźnim swych granic, a rzetelna konceptualizacja tytułowej idei okazuje się na jego gruncie niemożliwa. Zbyt prędko wyrzucona za burtę „inność”, czy raczej „bezwarunkowa pojedynczość” jest rafą, o którą rozbija się dyskurs terapeutyczny. Nawet jednak, jeśli bliźni okazuje się tu obszarem nieanektowalnym przez język „lacanizmu”, nawet, jeśli psychoanaliza musi pozostać „nieprzekraczalnie monadyczna” i ślepa na rzeczywistego bliźniego, nawet, jeśli zatem Reinhard, Santner i Žižek ponoszą, każdy na swój sposób, porażkę, to jest to porażka z rzędu tych pięknych, przez co każdy z nich może powtórzyć słowa McMurphy’ego: „przynajmniej próbowałem”.

Autor: PIOTR SADZIK (ur. 1989 r.) – absolwent Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistyczny (MISH) UW. Doktorant w Instytucie Literatury Polskiej UW. Jego teksty i tłumaczenia publikowane były m.in. w „Widoku”, „Praktyce Teoretycznej” i „Kulturze Liberalnej”. Zajmuje się głównie literaturą XX wieku, teorią literatury oraz licznymi stykami pomiędzy filozofią i teologią. Obecnie tłumaczy teksty Jacques’a Derridy oraz Giorgio Agambena. Pisze doktorat o Witoldzie Gombrowiczu.

Zapraszamy do pobierania i lektury posłowia do Bliźniego Bliźni nie istnieje”, albo o granicach psychoanalitycznej parafrazy autorstwa Agaty Bielik-Robson.

Przeczytaj także


W ramach naszej witryny stosujemy pliki cookies. Kontynuując przeglądanie strony, wyrażasz zgodę na używanie przez nas plików cookies. Dowiedz się więcej Zamknij